NA FALI

Kołysana powyborczą falą rozmyślam nad mentalnością co trzeciego wyborcy. Tylu było zwolenników opcji, która chciała wprowadzić tzw „rządy silnej ręki” – wprawdzie to utwór na cztery ręce i dwie głowy, ale czasem co dwie głowy to… jeden półgłówek. Nie dziwi mnie to, że są w kraju autorytaryści. Zdumiewa mnie natomiast, że jest ich tak wielu. Stereotyp Polaka – niepokornego obrońcy wolności – odchodzi do lamusa.
Zjawisko autorytaryzmu badają głównie Amerykanie, zresztą – paradoksalnie – badane jest przez naukowców tylko w krajach demokratycznych, a nie np. w Korei czy na Kubie (jasne, że tam nie da się prowadzić swobodnie niezależnych badań naukowych, a szkoda). W świetle wyników badań można określić cechy autorytarysty: to antyindywidualista upatrujący w grupie źródła siły, a w przekonaniach grupowych – źródła prawdy; to ktoś święcie przekonany, że autorytety są każdemu niezbędne i nie da się bez nich funkcjonować; ktoś, kto widzi społeczeństwo w postaci układu pionowego (ścisła hierarchia stosunków społecznych); częściej niż nieautorytarysta wierzy w spiskową teorię dziejów; rzadziej niż inni bywa intracepcyjny – czyli skłonny do akceptowania tego, co subiektywne, co jest tworem wyłącznie myśli, nieprzekładalnym na działanie; to ktoś stale gotowy do identyfikowania i karania innych – tych, którzy łamią konwencjonalne zasady.

Każdy z nas może zmierzyć poziom swojego autorytaryzmu przy pomocy „Skali F”, skonstruowanej przez T.W.Adorno – zapewne jest gdzieś w przestrzeni netowej. F – jak faszyszm. W Polsce też zaczęto niedawno badać to zjawisko – stwierdzono, że im niższe wykształcenie i/lub wykształcenie ojca oraz im starszy wiek badanych, tym wyższy poziom autorytaryzmu. Analogiczna zależność została zauważona w USA, w Holandii i w innych krajach zachodnich.

To może wyjaśniać przyczyny bardzo krótkiej ławki kadrowej PiS.

Ciekawe, jak jest w sieci interpersonalnej, w którą złapał nas internet. Czy w środowisku internautów odsetek autorytarystów jest wyższy czy niższy od tego, który występuje w realu. Wyraziste, silne osobowości ludzi ukrytych za nickami i loginami mają dużą siłę przyciągania. Wabią zarówno tych, którzy lubią obcować z nietuzinkowymi ludźmi – bo sami są niepospolici – jak i tych, którzy usiłują pełnić wobec nich działalność misyjną, zmusić perswazją lub siłą do przestrzegania „jedynie słusznych” zasad. Misjonarze szczególnie upodobali sobie administracyjne metody działania: zamykanie „nieprawomyślnych” forów, likwidację pokojów czatowych, wykluczanie niepokornych użytkowników itd. Zapominają jednak o tym, że net to kosmos potrzebuje konstelacji, bo to porządkuje jego chaos. Pozbycie się – kontrowersyjnych często – gwiazd powoduje rozsypanie układu planet wokół nich krążących.

Cyberprzestrzeń i real przenikając się wzajemnie mają więcej ze sobą wspólnego, niż się zdaje. Chyba.

___________________________________________

Ponieważ autorytaryści mają szczególną skłonność do przeceniania roli seksu, napiszę i o tym. Lubię pracować przy wznoszeniu własnego stosu.

Reklamy

Tagi: , ,

Komentarzy 11 to “NA FALI”

  1. acertatar Says:

    Gratuluję, życzę powodzenia.

  2. wenus Says:

    Porządek musi być rzecz jasna. Jako że każdy obywatel posiada inna osobowość i inne predyspozycje, to słuszne jest, jak mówisz potrzeba, zaistnienia konstelacji, ale to nastąpić musi już w rodzinie. Żyjemy w przełomowym momencie zetknięcia się systemów i oczywistym się staje, że musi nastąpić dyfuzja. W demokracji powinna zachodzić bez problemów. Niewykorzystana chwila może zakończyć się porażka i wielka stratą. Każda zmiana nie odbywa się droga cudownego poruszenia różdżką. Potrzeba czasu i wielu przemian. I uwierz mi nie odbędą się one drogą uzdrowienia poprzez odgórne oddziaływanie. Trzeba zacząć naukę od pieluszkowania Żaden organizm nie zaczyna rozwoju od “makijażu” i stawianiu sobie lamp neonowych, ale od budowy fundamentu a tokowy budują najprostsi… Bez mądrego istnienia rodziny w danym państwie, nie zaistnieje mądry system państwowy. Kolejne pytanie, czy naukę winno zacząć podziemie? Czy najlepiej zwalić wszystko na UFO, bo w Boga juz mało kto wierzy?

  3. kadarka Says:

    W necie zaznacza się silnie prawo przyciągania; istnienie wprost proporcjonalnych zależności – im większy procent podobnych postaw tym bardziej jednostki przyciągają się. Tak jak w życiu. Tylko tu poznanie opinii ludzi na temat różnych kwestii jest trudniejsze i bywa czasochłonne, a często jest przyczyną falstartów. Cechą ludzi w Internecie jest poznawcza chytrość – stereotypy, kategorie społeczne z reala kształtują wrażenia odnośnie innych osób niezależnie jak one się zachowują. Gdy raz przypnie się komuś łatkę nie chce się jej przeformowywać, tak wygodniej, pierwsze wrażenie jest najważniejsze. Ignorujemy dowody, które mogłyby stać w opozycji z pierwotnymi spostrzeżeniami, lecz także szukamy informacji je potwierdzających. Bo czy nie jest porażką przyznać się do błędu, że kogoś oceniliśmy nad wyraz wysoko i wycofanie się w ewentualnej współpracy byłoby plajtą? W rozmowach czatowych usilnie staramy się znajdować informacje na temat pierwotnych stereotypów nałożonych na osoby i je znajdujemy, a resztą ignorujemy.

    Chyba jesteśmy naznaczeni odgórnie do stosowania się do społecznych konwencji i przestrzegania praw ograniczających naszą swobodę, poświęcamy cześć wolności na rzecz ziemskich autorytetów. Nawet tu, w necie; dla egzystencji w bezpiecznym i przewidywalnym świecie układamy przyjazne stosunki z nickami. Prawo do opieki w nadziei sprawiedliwego rozwiązania konfliktu dajemy netowemu lewiatanowi, który jest zamiennikiem władzy jakiegoś szczebla w realu W Internecie lewiatan jest czymś nieuchwytnym, a jego walka to walka z płynnymi wiatrakami, aczkolwiek nie bezowocna. Jest poklask, są widzowie, jest jakieś poparcie. Zastawiam się czy w cyberprzestrzeni w ogóle może istnieć jakiś opiekun zważywszy na jej wielkość i decentralizację.

    Defendo, te dwa światy nie mogą się nie przenikać, bo tu i tam nie jesteśmy przecież innymi gatunkami małp :) .

  4. defendo Says:

    Acertatarze – dziękuję.Chociaż nie wiem, czego mi gratulujesz.

    Wenus, racja, że niewykorzystana chwila musi zakończyć się stratą, ale chwila źle wykorzystana może wygenerować większe szkody.
    Nie mam pewności co do roli rodziny. Czy rzeczywiście tam powinno się zacząć tworzenie konstelacji, bo to zakładałoby nierównouprawnienie jej członków. Ktoś byłby centrum – ośrodkiem grawitacji (matka? ojciec?), a ktoś planetą. A może lepiej widzieć konstelację rodzinną bez centrum, za to silnie związaną wzajemnym przyciąganiem? I wzajemnym odpychaniem, bo nadmierna wzajemna bliskość gwiazd może skończyć się katastrofą.

    Dzięki za inspirację. Jeśli pozwolisz, napiszę niedługo o tym, jak to widzę.

  5. defendo Says:

    Kadarko, uwaga na temat stosowania stereotypów w necie jest dla mnie niezwykle cenna. Stereotyp jest niewątpliwie drogą na skróty, ale jest potrzebny, zwłaszcza w chaotycznym świecie układów między nickoludźmi.
    Stereotyp upraszcza nasze widzenie świata – w końcu w nawale informacji i kontaktów nie można „dać się zwariować”. Nie da się indywidualnie idnieść do każdego człowieka i do każdego problemu. Problem zaczyna się chyba w momencie, kiedy jest w nas tak utrwalony, że gotowi jesteśmy zaprzeczać nawet najoczywistszym faktom, byle go ocalić (przykład: „rudzi są fałszywi” – są tacy, którzy mając kilku rudowłosych, wypróbowanych przyjaciół wciąż nie dowierzają każdemu nowo poznanemu człowiekowi, jeśli jego włosy są w tym kolorze); podobnie zresztą traktowany jest przesąd.

    O tym, że nie możemy istnieć bez relacji z innymi ludźmi, wiedziano „od zawsze”. Ba, Arystoteles stwierdził nawet, że człowiek to zoon politikon.
    Umiem jednak – jak wielu ludzi – funkcjonować bez konieczności uznawania autorytetów, a już na pewno bez autorytetów moralnych.
    Bezrefleksyjność jest grzechem największym. Zapytaj Polaków, kto jest dla nich autorytetem największym i niekwestionowanym, a odpowiedź możesz z góry przewidzieć: Jan Paweł II. Zapytaj tych samych ludzi o ich stosunek wobec kary śmierci – ogromna część to zwolennicy jej stosowania. Kiedy przypomnisz im stanowisko ICH autorytetu w tej kwestii, to albo zamilkną, albo odpowiedzą, że pewnie coś źle zrozumiałaś.

    Oddać prawo do wolności w zamian za opiekę – ciekawa koncepcja, ale to czysty feudalizm. Nawet więcej – w średniowieczu wasal w zamian za oddanie swojej własności suzerenowi miał zapewnioną opiekę, w necie nie masz nic pewnego. Zaczynam się zastanawiać, czy to netowa niepewność zaraża real, czy też niepewność, jaka dziś cechuje „zwyczajne życie”, zaraziła net?

  6. proces Says:

    A może tak konkretniej? Demokratyczne wybory, a dokładniej ich wynik, są wynikiem działania siły przekonań grupowych, szczególnie dziś podatnych na manipulację medialną. Pokazuje to wynik ostatnich wyborów, bowiem wyborcy, jako grupa, uwierzyli, że Jarosław Kaczyński stanowi zagrożenie dla demokracji, ale paradoksalnie był wybrany w demokratycznych wyborach. No i przede wszystkim, PiS przegrał, bo tworzył teorię powszechnego spisku, ale Ci którzy w to uwierzyli, głosowali na PO. I masz następny paradoks, bo jeżeli nie wierzysz w spiskową teorie dziejów (co to w ogóle jest STD, bo nie sądzę by istniała jakaś definicja?), to nie powinnaś wierzyć, że PiS spiskował. Zresztą, oddaje władzę bezboleśnie i prócz spłakanej posłanki- złodziejki, nic nikomu się nie stało w ostatnich dniach. Nie było tanków na ulicach, póki co.
    H. Kohl, M.Thatcher, R. Reagan długo sprawowali władzę, demokratycznie wybrani, choć to autorytaryści wedle Twej definicji. A Balcerowicz? Takie przykłady można by mnożyć.

    A co do czatów i forów, to powiem tak: bez grupy nie znaczysz nic, jeśli nie podporządkujesz się zasadom panującym na czatach, wykluczą Cię z nich, skutecznie zniechęcą. Dlatego postanowiłem tworzyć własne miejsca, a tu znowu wpadam w pułapkę, bowiem wymagam od mojego towarzystwa bezwzględnego przestrzegania zasad. Na czacie jest to na przykład całkowity i pełny brak cenzury. Zatem staję się faszystą i koło się zamyka. Przy mizernym poziomie czatów, uważam, że inteligentni ludzie, chcący rozmawiać, muszą tworzyć grupę, zespoloną ideą, jaką na przykład jest wolność słowa. I wbrew pozorom, ludzie wyznający wolność słowa są w mizernej mniejszości.
    Moim wyjściem ewakuacyjnym jest rezygnacja z miejsc, gdzie się banuje. Czyli, jeśli tracę poparcie, bo na przykład ktoś uzna i wprowadzi cenzurę w pokoju, który budowałem, oddalam się i tworzę nowy. Przyjęcie tej zasady jest dobrowolne i praktycznie nieobowiązkowe. Bo zwolennicy cenzury mogą przebywać w moich pokojach. A to czy będą się w nich dobrze czuć, to już ich problem. Jeśli ludzie, którzy tworzą ze mną czat, zechcą cenzurować, odejdę. Nie spoufalam się także z tymi, którzy banują na czatach, albowiem traktuję ich jak kanalie, a kanalie można jedynie wykorzystywać, w żadnym razie nie można się z nimi spoufalać.

  7. defendo Says:

    Wyborcy zagłosowali przeciw PiS – to fakt. Bardziej „przeciw” PiS niż „za” PO.
    Nie wiem, czy to był skutek oddziaływania mediów – te o największym zasięgu były akurat prorządowe. Pamiętasz, że zauważyła to nawet komisja międzynarodowa? Szalę zwycięstwa na korzyść PO przeważyli najmłodsi wyborcy, odporni na demagogię rodem z PRL-u i to Gomułkowskiego, nie Gierkowskiego. Demokracja była zagrożona realnie, chociaż formalnie – nie, bo niełatwo zlikwidować instytucje państwa demokratycznego. Nie można jedna nie widzieć zaangażowania prezydenta – podobno wszystkich Polaków – po stronie jednej tylko opcji politycznej, a posiada on władzę wykonawczą (częściowo również ustawodawczą, jako że dysponuje prawem weta i posiada inicjatywę ustawodawczą). Premier to władza wykonawcza. A gdyby tak były trojaczki? Co stałoby się z sądowniczą? Dołóż do tego złamanie uzusu (nie prawa) nakazującego powoływanie do określonych gremiów również przedstawicieli opozycji (np. KRRiT, skoro już mówisz o tym, że wyborca jest podatny na manipulację medialną), itd. Z korupcją, która tak szkodzi gospodarce, nie walczy się przy pomocy spektakularnych zatrzymań wykształciuchów – to żmudna operacyjna praca, a sukces jest nagłaśniany wtedy, kiedy sprawa już toczy się w sądzie lub uzyskano wyrok skazujący. Nie trzeba do tego specjalnych instytucji, których powołanie samo w sobie już jest korupcjogenne, wystarczy rzetelna praca policji i prokuratury.

    Bez grupy w necie nie znaczę nic. Nie wiem jednak, czy chcę coś znaczyć.
    Paradoks istotnie (nawet zabawny) – idea absolutnej wolności ograniczonej tą ideą. Co ciekawe – bez publiczności, którą brak cenzury mierzi, rozmowy w pokoju bez cenzury są nie tylko „cenzuralne” ale nawet zamieniają się w ciekawe rozważania wcale nie bzdurnych problemów.
    Jednak jesteśmy trochę jak małpy w klatce, popisujące się przed zwiedzającymi. W pewnym sensie jesteśmy „na sprzedaż”, wciąż podkreślamy wartość wolności słowa, jakbyśmy swój towar reklamowali, co zmniejsza zakres naszej wolności.
    To kolejny paradoks.

    P.S. Publiczność składa się w większości z autorytarystów, a ci są nadmiernie wyczuleni na sprawy związane z alkową. Może dlatego w jej obecności temat kręci się po tej orbicie? Dostają towar, jakiego oczekują.

  8. Rezerwa Says:

    Moje wariacje niekoniecznie na temat:

    Duch niepokorny, mogę do końca jego poglądów nie rozumieć, nie muszę nawet z nimi całkowicie się zgadzać, ale wydaje mi się, że właśnie on jest wolny, na tyle na ile wolność w ogóle jest możliwa. Są mu obce autorytety moralne, albowiem one generują ograniczenia, może mieć natomiast, nauczycieli, przewodników. Jest w stanie zaakceptować i ulec tylko racjom bezwzględnym.
    Próżne nadzieje wszelkich ujeżdżaczy, tego ogiera nikt nigdy nie okiełzna.
    On nigdy pod dżokejem nie pobiegnie na torze, ale wyścig wygra biegnąc własną trasą.
    PS Dobrze, że piszesz, Defendo.

  9. Toteraja Says:

    Bede komentowal, bo polityka to moja pasja. na razie trawie Aniu Twoja nutke.
    Kot Ld`V.

  10. defendo Says:

    Rezerwo, właśnie tak. Tylko tak można nie wpisać się w szeregi duch autorytarystów. Problem w tym, że duch niepokorny bywa boleśnie obijany, czasem kaleczony lub raniony, a nigdy nie zabraknie tych, którzy chcą go zniszczyć, bo burzy stabilny ład i c h świata. Samym swoim istnieniem.
    Porównanie do ogiera świetne, ale zmodyfikowałabym: rasowy koń – to chyba lepsze określenie, bo nie sugeruje płci, konie wolne od dżokejów i szpicrut uczestniczą tylko we własnych, morderczych wyścigach.

    Kocie – liczę na Ciebie. Nie tylko tę pasję mamy wspólną.
    Z pewnością dostrzegłeś, że najmłodsi wyborcy tym razem głosowali. Mam nadzieję, że zmotywował ich m.in. lęk przed autorytaryzmem.

  11. Barchanek. Says:

    Zmuszony jestem trwać w udręce
    drżą mi kończyny, drętwieją ręce
    puls mi przyspiesza i zawał…… prawie.
    Nie mogę śnić już… nawet na jawie.

    I wiem już nawet skąd to się bierze…
    od razu powiem wszystkim i… szczerze
    bo społeczeństwo jest podzielone
    a jedna trzecia na Jarka stronę……
    Nie trzeba wróżyć tu z żadnych kart
    Ich już nie wpuszczą do….. Media Markt…

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s


%d blogerów lubi to: