Zawór bezpieczeństwa
luty 6, 2008W każdej rodzinie powinien być – i przeważnie bywa – tzw. dyżurny wariat. Z reguły jakis kuzyn, kuzynka, ciotka, ktoś kto zwalnia pozostałych członków rodu z konieczności popełniania drobnych idiotyzmów, koncentrując w jednej osobie talent do popełniania niewielkich lub większych szaleństw.
W mojej rodzinie padło na jedną z ciotek – kuzynkę Mamy. Pamiętam pierwszy kontakt z Wandeczką(tak się wabi). Byłam wtedy mocno podrośniętym dzieckiem. Podczas kolacji oddelegowano mnie do otworzenia drzwi komuś, kto nie potrafił odkleić palca od dzwonka. Otworzyłam – o przycisk urządzenia do alarmowania o wizycie opierała się osoba w trampkach objuczona plecakiem i kompletnie mi obca. Zamiast powitania usłyszałam pytanie: “A ty kto?”, na które wcale nie oczekiwano odpowiedzi. Baba energicznie wparowała do naszego domu, w przedpokoju z rozmachem uwolniła się od plecaka i oznajmiła oniemiałej rodzinie, zgromadzonej przy kolacji: “Oto jestem! Co za radość!”, po czym rozsiadła się przy stole, zajmując moje miejsce.