Archive for the ‘Życie bywa zabawne’ Category

Zawór bezpieczeństwa

luty 6, 2008

W każdej rodzinie powinien być – i przeważnie bywa – tzw. dyżurny wariat. Z reguły jakis kuzyn, kuzynka, ciotka, ktoś kto zwalnia pozostałych członków rodu z konieczności popełniania drobnych idiotyzmów, koncentrując w jednej osobie talent do popełniania niewielkich lub większych szaleństw.

W mojej rodzinie padło na jedną z ciotek – kuzynkę Mamy. Pamiętam pierwszy kontakt z Wandeczką(tak się wabi). Byłam wtedy mocno podrośniętym dzieckiem. Podczas kolacji oddelegowano mnie do otworzenia drzwi komuś, kto nie potrafił odkleić palca od dzwonka. Otworzyłam – o przycisk urządzenia do alarmowania o wizycie opierała się osoba w trampkach objuczona plecakiem i kompletnie mi obca. Zamiast powitania usłyszałam pytanie: “A ty kto?”, na które wcale nie oczekiwano odpowiedzi. Baba energicznie wparowała do naszego domu, w przedpokoju z rozmachem uwolniła się od plecaka i oznajmiła oniemiałej rodzinie, zgromadzonej przy kolacji: “Oto jestem! Co za radość!”, po czym rozsiadła się przy stole, zajmując moje miejsce.

(more…)

Pech(aneks)

grudzień 7, 2007

Pechowość Bunia szczególnie mocno ujawnia się podczas wszelkich wyjazdów wakacyjnych, a jednocześnie wszyscy bardzo lubimy jego towarzystwo. Może dlatego, że obecność aż tak wielkiego pechowca zabezpiecza(statystycznie) wszystkich innych przed szturchnięciami losu. Bunio jest pilnowany przed takim wyjazdem - co chwilę ktoś dzwoni do niego, upewniając się, czy wziął paszport(raz wracał z granicy, bo zapomniał niezbędnego dokumentu), prawo jazdy, skarpetki, ręcznik itd. Bunio jako perfekcjonista również stara się dokładnie wszystko przygotować. Metoda Bunia polega na tym, że wstaje rano i gromadzi w pokoju te rzeczy, których użył, czyli można domniemywać, że zechce ich użyć również podczas wyjazdu. Sterta rośnie. Jasne, że wszystkich nie da się zapakować do samochodu osobowego, więc następny krok to odrzucanie tych, bez których da się wytrzymać. Tak spreparowany bagaż zostaje wrzucony do wielkiej torby i Bunio uważa, że ma wszystko. Nigdy nie ma - zdarzyło mu się wpakować stertę tego, bez czego da się żyć, a zostawić “niezbędniki” w domu.

(more…)

Pech

listopad 26, 2007

Bunio należy do pechowców straszliwych. Pechowiec niestraszliwy sam ponosi skutki swojego pecha - Bunio obdarza nimi otoczenie. W moim domu przy okazji imprezy towarzyskiej otwierał szampana. Zwyczajnego na szczęście - czyli rosyjskiego. Cenność trunku była niewielka, więc uznałam, że można mu powierzyć tę czynność. Nie przewidziałam, że Bunio potrafi zamienić każde działanie w totalną porażkę. Trafił w żyrandol. Tzw. zwis trzypłomieniowy. Płomienie zgasły wszystkie. Po włączeniu bezpieczników okazało się, że to, co chrzęściło pod nogami było resztkami przedwojennego klosza. Co z tego, że stłukł się tylko jeden? Trzeba było kupić trzy jednakowe. Co gorsze - pretensje powinnam mieć właściwie do siebie. Powinnam pamiętać, że Bunio we własnym domu otwierając czerwonego szampana(wyjątkowe paskudztwo) chciał to zrobić efektownie, więc nieco wstrząsnął przed otwarciem. Udało mu się oblać część gości - co nie było takie złe - gości się wypierze, a być wykąpaną w szampanie… marzenie… Problem w tym, że oprócz gości oblał też świeżutko malowane, białe ściany - przyjęcie urządził z okazji zakończenia remontu.

(more…)

Moralitet z piłą w tle

listopad 16, 2007

Władze miasta kupiły projekt wysokiego budynku. Za wysokiego, jak się okazało. Obecność specyficznego podłoża i regularna wystrzałowa eksploatacja granitu w granicach miasta wykluczyły możliwość wzniesienia wieży Babel. Kupiony projekt nie mógł się jednak zmarnować, urzędnik wziął więc nożyczki i pociął go na trzy części w poprzek. W efekcie pierwszy blok ma piwnice, drugi nic, trzeci strychy. Wszystkie mają ogromne klatki schodowe z miejscem na windy i zsypy. W zamian mieszkania dysponują “pokojami” o powierzchni np. siedmiu metrów kwadratowych.W takim cudzie mieszka Ewa - smukła i śliczna. (more…)

TRZY MORALITETY Z SYRENĄ W TLE

październik 29, 2007

Opowieść pierwsza: Lewitujący dom

Mieszkanie w starym, niemal stuletnim domu ma mnóstwo zalet - duży metraż!(można wkładać płaszcz w przedpokoju nie obijając sobie rąk o ściany) - ale i pewne niedogodności, do których należy palenie w piecu centralnego ogrzewania. Ta czynność okazała się szczególnie parszywa którejś późnej jesieni w obliczu faktu, że komary uznały naszą piwnicę za przytulne zimowisko. Nie zamierzały jednak spać, a kiedy się nie śpi, to chce się jeść. Pożywienie samo im się pchało w ssawki, bo co kilka godzin trzeba było podrzucić do pieca. Palacze (mój brat i ówczesny mąż - system dwuzmianowy) karmili piec i komary równocześnie. Mnie zwolniono z akcji dożywiania zwierząt, bo akurat byłam w ciąży i uznano mój odpoczynek i dbanie o siebie za zajęcie wystarczająco wyczerpujące. (more…)