Przekłamania
czerwiec 26, 2008“Młody tokijczyk zasztyletował siedem osób”, “Dziennikarz BBC zmordowany w Afganistanie”, “Lekarze walczą o życie noworodka, bestialsko skatowanego przez ojca” - wystarczy rzucić okiem na pierwszą lepszą gazetę, posłuchać wiadomości, przejrzeć newsy i można odnieść wrażenie, że poziom agresji wciąż rośnie. W księgarniach - książki o molestowaniu, pamiętniki katowanych żon, poradniki typu “Jak radzić sobie w tym strasznym świecie”, w blogach - ocean rozpaczy pod hasłem “nikt mnie nie kocha, nikt mnie nie lubi, mama i tata, chudzi i grubi”(że zacytuję niezapomniany Kabaret Starszych Panów) i rozpamiętywanie krzywd. Na forach dramatyczne pytania typu:”ukochany na mój widok odwraca się i spluwa ze wstrętem, czy sądzicie, że już mnie nie uwielbia?”. Przybysz z kosmosu uznałby pewnie, że trafił na planetę, na ktorej dominuje przemoc i okrucieństwo, a głównym celem Ziemian jest dowalanie bliźnim.
A przecież tak nie jest. Sądzę, że obecny wiek charakteryzuje poważna zmiana jakościowa - przejście od konfrontacji do unikania starć. I to nie tylko w sferze polityki, również w wymiarze indywidualnym.
Argumenty?
Gdzie podziali się rewolucjoniści? Che Guevara miał kiedyś mnóstwo naśladowców, dzisiaj trudno byloby wskazać choćby kilku. Gdzie masowe poparcie dla politycznych radykałów, gdzie tłumy, które potrafił uwieść charyzmatyczny przywódca? Nie tylko w Polsce wyborcy pokazują ekstremistom żółtą kartkę. Styl konfrontacyjny - miast przyciągać swoją wyrazistością - odstręcza.
Spójrzmy na wychowanie - autorytaryzm umarł śmiercią naturalną, chociaż nie bez pewnej pomocy ze strony współczesnej psychologii i pedagogiki(ale i one sa produktem społecznym, zmieniają się zatem zgodnie z kierunkiem, w którym ewoluuje społeczeństwo). Rodzice starają się być raczej partnerami swoich dzieci, nie mentorami.
Kobiety wyemancypowały się tak bardzo, że nawet zaczęło im to przeszkadzać i domagają się noszenia ich na rękach, obsypywania kwiatami i prezentami, wiele z nich deklaruje chęć rezygnacji z pracy zawodowej na rzecz rodziny, oczywiście pod warunkiem, że nie utracą “praw nabytych”(wyborczych, prawa do podejmowania decyzji, prawa do ciosania kołków na głowie swojego mężczyzny - inna rzecz, że wiele tych głów nadaje się wyłącznie do tego). Mężczyźni za nic nie chcą wrócić do roli pana i władcy, bo rozleniwili się straszliwie. Owszem, niektórzy by nawet pozdobywali, ale coś łatwiejszego niż kobieta, jakiś Mont Everest czy Biegun Południowy w kąpielówkach, uciekają w sporty ekstremalne, bo życie(i kobiety) nie jest już wyzwaniem i przygodą.
Konflikt pokoleń? Archaiczne pojęcie, młodzieńczy bunt zgasł, już się nawet nie tli. Bo jak się buntować, kiedy wszelkie próby odejścia od norm spotykają sie z akceptacją? Kiedy moje dziecko na równi ze mną zachwyca się muzyką Deep Purple, a mnie zaczarował Sigur Ros? Kiedy homilie wygłaszane przez starych o konieczności kształcenia się przestały być konieczne, bo dzieciak doskonale widzi, ze bez tego będzie bezrobotny, a przecież pieniądze są mu konieczne, bo pojechałby gdzieś, kupiłby coś(chce m i e ć), bo koledzy też się uczą. Więc i on, choć czasem niechętnie. Między pokoleniami “brak okazji by się czubić, każdy robi to, co lubi”.
Konflikty społeczne? Natychmiast powstaną okrągłe stoły, przy których - bądź pod którymi - odbywają się negocjacje. Trudności lepiej obejść lub ich nie dostrzec. Zawód negocjatora jest wynalazkiem naszych czasów.
Teraz najważniejsze - konflikt wewnętrzny, indywidualny. Wewnętrzne rozdarcie, które dawniej było spowodowane niemożnością pogodzenia powinności z wolnością, wartości indywidualnych z wartościami społecznymi, a które było warunkiem kreatywności, powodowało przymus działania, generowało bunt, kazało zastanawiać się nad tym “kim jestem” - dziś zostało zaszyte powszechną akceptacją dla indywidualizmu. Dawny postulat “bądź sobą” znaczył tyle, co “miej na swój temat możliwie klarowny sąd, dowiedz się, co tobą kieruje i działaj zgodnie z własną wolą, korzystając z wewnętrznej wolności”. Dziś ten postulat brzmi inaczej: “bądź sobą kompatybilnie z innymi”. Nie musisz posiadać samoświadomości, wystarczy, że wpasujesz się w miarę dokładnie w świat innych. Twoje zachowanie, działanie - ma być skuteczne, nie zastanawiaj się, nie zadawaj sobie niewygodnych pytań.
To, co najważniejsze, nie dzieje się już w tobie, między tobą i tobą - przeniosło się na relacje “ty - reszta świata”.
Skutki? Młody mężczyzna(kibol) okrutnie zamordował innego, który mu się naraził. Wyrok - 15 lat więzienia. Apelacje. Sąd podwyższył wyrok do lat 25, uzasadniając: “skazany nie tylko nie przejawia cienia skruchy, ale nadal podkreśla swoją przynależność do grupy skinów(przybyło mu tatuaży), jest arogancki i przekonany, że w gruncie rzeczy dokonał czynu chwalebnego”. Typowy przykład(choć ekstremalny) współczesnych zmian osobowości, zanik samoświadomości daje efekt braku poczucia wstydu, braku wyrzutów sumienia. Nie ma konfliktu wewnętrznego, są jasne relacje z grupą, z która się identyfikuje. Kropka.
Inny skutek - jesteś sobą o tyle, o ile jesteś w stanie być kompatybilny z innymi, ci “inni” są jednak różni. musisz umieć w każdej chwili uwolnić się od jednej przynależności na rzecz następnej. I płacisz za to poczuciem, że jesteś nikim i znikąd. Patrzysz, ale nie angażujesz się. Nie ma już dzieciaków, które utożsamiały się z Jankiem Kosem z “Czterech pancernych”, nie utożsamiają się też z Harry Potterem(przepraszam za ten przykład, bardzo nie lubię tej postaci i całego tego zgiełku wokół niej, ale stała się jakimś znakiem), postacie medialne nie funkcjonują jako modele. Oni to oni, ja to ja - o tym wie każde dziecko. Widz nie płacze na melodramatach, a kiedy ogląda horrory zastanawia się, jak zrealizowano scenę(technicznie), nie odczuwa jej.
Mam wrażenie, że człowiek zaczął uciekać od innych, bojąc się jednocześnie ich utracić. Żyje w sieci, bardzo podobnej do sieci internetowej, chcąc pasować do każdego jej miejsca. Żeby to robić skutecznie - ucieka od siebie. Coraz bardziej samotny. Może ucieka od siebie, bo boi się wewnętrznej pustki? Czy może ją komuś zaoferować? Koperta przetargowa nie powinna zawierać niezapisanej kartki.
Ci, którzy rozmawiają w sieci, znają te typowe dialogi:
- Cześć, poznamy się?
Jeśli ostrożnie i niechętnie wyrazicie zgodę, oczekujcie, że interlokutor zastosuje taki schemat:
- Jestem Edek, mam 39 lat, ważę…(podaje wzrost, kolor oczu i włosów), a Ty?
Nie odpowiadacie? Obraża się, nie rozumie, że w necie to są informacje zupełnie nieistotne. Czasem więc odpowiadacie. Rozmowa zamarłaby, ale można ją lekko podkręcić jakąś uwagą o pogodzie. Rozmówca przechodzi do konkretów, pytając o preferencje seksualne. Próbujemy więc przejąć inicjatywę(mamy dobrą wolę):
- Jeśli chcesz, żebyśmy się poznali, opowiedz mi o osobie.
- Ale co mam powiedzieć? Pytaj…
Cierpliwie wyjaśniasz, że nie jesteś wścibski, niech wybierze, co chce o sobie powiedzieć(to dla nas dodatkowa informacja, dowiemy się, co dla niego ważne). Najczęściej żegna nas ozięble już w tym miejscu. Czasem stwierdza, że woli pytania, bo nie umie mówić o sobie. Co na ogół jest prawdą. Często jednak po prostu nie ma o czym mówić. Zagadnął cię, bo chciał złapać w sieć zależności kolejną osobę. Może to jego metoda na łatanie samotności i jego własnej wewnętrznej pustki? Szuka kompatybilnych - ale nie podejmuje wysiłku, nie inwestuje.
Coraz częściej jestem niekompatybilna z rzeczywistością ;)
I wiem, jako że posiadam nienowoczesną osobowość, że nie mogę byc kompatybilna ze wszystkimi. Nie wiem, czy z kimkolwiek. Wolę zamiast tego prawdziwe więzi z tymi, których piękny, wewnętrzny niepokój mnie uwodzi. Właścicieli nienowoczesnej osobowości jest - na moje szczęście - jeszcze wielu. Może więc ona przetrwa, w końcu ewolucja pozwala na współistnienie różnych linii rozwojowych.
“Pijana matka zostawiła dzieci bez opieki”, “W kolejnym zamachu bombowym zginęło siedem osób”, “Amerykanie torturują więźniów - jeńców wojennych”…Coraz mniej konfliktów, coraz mniej agresji, przynajmniej tej fizycznej, w świecie. A te tytuły? To właśnie przejaw naszej nadwrażliwości na przemoc - w społeczeństwie, w którym jej poziom spada.
