Archiwum dla kwiecień 29th, 2008

(Nie)porozumienia

kwiecień 29, 2008

(Nie)porozumiewanie się z otoczeniem to sztuka, której zaczynamy się uczyć w chwili przyjścia na świat. Najpierw oznajmiamy donośnym rykiem, że już jesteśmy i niekoniecznie nam się to podoba, potem, że nie życzymy sobie być głodni i mokrzy, ale za to życzymy sobie, żeby nas na rękach noszono. Niemowlę nie tylko “mówi” - ono potrafi wrzaskiem skutecznie wytresować rodzinę, tak by spełniła jego wymagania. Niektórym to nie mija z wiekiem.
Potem nadal wyrażamy swoje uczucia używając aparatu mowy, ale umiemy je już werbalizować. Może przesadzam, mówiąc “umiemy”, ale większość z nas się stara. Trzylatek ryczy, bo jest mu tak jakoś niefajnie, bez konkretnego powodu. Jeśli ktokolwiek podczas wbijania gwoździa trafił we własny palec, wie, że wyrazy, jakich wtedy użył nie miały na celu przekazania słuchaczom jakiejś informacji, ale opisywały doskonale jego stan ducha spowodowany bólem ciała i dotkliwą niemożnością zrzucenia całej winy na kogoś innego(cierpienie podwójne). Sześciolatek wracający z zerówki wyrzuca z siebie potok słów na temat: “co było w szkole” i czyni to zupełnie bezładnie, bo nie chce informować, chce tylko pozbyć się własnych myśli. Idiotyczne gadulenie na czacie czy przez telefon(świetnie pokazane w skeczu kabaretowym “Komórka”) jest bardzo potrzebne mówiącemu, bo zaspokaja on potrzebę kontaktu i wyrzuca z siebie emocje(słuchacz ma zdecydowanie gorzej, czasem czuje się jak “ściana płaczu”, w której pociski słów ryją dziury). Te wszystkie formy porozumiewania się służą tylko jednemu celowi - rozładowaniu napięcia emocjonalnego, niczemu więcej. Nie chcemy nikogo o nic prosić, przekazać mu informacji, pokłócić się czy pogodzić. Wcale o tym nie myślimy. Myślimy wyłącznie o sobie. To ja jestem zła, przestraszona, wściekła, zawiedziona, szczęśliwa, zachwycona itd. Część ludzi poprzestaje na tej formie porozumiewania się z bliźnimi.
(more…)