Archiwum dla kwiecień 26th, 2008

Małżeństwo - kryzys czy ewolucja?

kwiecień 26, 2008

Rodzina jest uważana - czy raczej była uważana - za najbardziej stabilny i konserwatywny element społeczeństwa. A przecież się zmienia. Socjologowie i politycy upatrują w tym albo kryzys rodziny jako takiej i prognozują utratę jej znaczenia jako fundamentalnej struktury społecznej oraz powstanie w to miejsce nowej formy związków; inni sądzą, że model rodziny podlega transformacji adaptując się do potrzeb akceleracyjnie zmieniającego się świata. Ci ostatni są również zwolennikami tezy, że rodzina zawsze podlegała ewolucji a jej wzorzec zależy od stosunków społeczno ekonomicznych w danym czasie i miejscu. Z danych statystycznych wynika, że do najbardziej ekspansywnych nietradycyjnych modeli rodziny należy monorodzicielstwo i bezdzietność z wyboru. Zjawiska te występują w szczególnym natężeniu w krajać wysoko rozwiniętych: w Japonii ponad połowa kobiet które ukończyły trzydziesty rok życia nie urodziła jeszcze pierwszego dziecka, trzydzieści lat temu odsetek ten wynosił 24%; w zachodnich landach Niemiec 30% z wyższym wykształceniem nie posiada potomstwa. Przybywa związków partnerskich. Konkubinat - charakterystyczny dawniej tylko dla tzw. dołów społecznych stał się nagle niemal obowiązującym stylem życia młodych, zapracowanych, poszukujących sukcesu zawodowego Polaków.
Coraz częściej tradycyjna rodzina nuklearna zastępowana jest przez inne typy związków:
1. kohabitacja (konkubinat): w 1990 roku taką formę związku realizowało około 250 tys. par obecnie ponad 300 tys. (forma szczególnie popularna w krajach skandynawskich, w świetle prawa praktycznie równa formalnym małżeństwom)
2. rodzina rekonstruowana (łączenie się osób, które poprzednio były w innych związkach. Często wnoszą one “posag” w postaci własnych dzieci)
3. DINKS (double-income-no-kids) takie rodziny zakładają dobrze zarabiający ludzie z dużych miast którzy nie chcą mieć potomstwa (w Polsce około 500 tys. par)
4. Samotni rodzice (20% - 30% wszystkich rodzin)
5. Rodziny homoseksualne (zalegalizowane np. w Holandii, Hiszpanii i UK)
6. Rodzina nomadyczna zwana dojazdową, małżonkowie żyją na odległość ponieważ jedno z nich lub oboje pracują w wielkiej międzynarodowej korporacji bądź za granicą (w Polsce 4% związków, na świecie około 15%) etymologia: fr. nomade, łac. nomas, gr. nomas - “wędrujący w poszukiwaniu pastwisk”.
7. LAT (living apart together) biorą ślub ale żyją osobno mając własny krąg towarzyski i mieszkanie

I co? I nic. Okudżawa śpiewał: “Co było - nie wróci i szaty rozdzierać by próżno”, chociaż interesująco rozrywane mogłyby ozdobić świat widokiem np. piersi(jak te Wolności, wiodącej lud na barykady na obrazie Delacroix). Łatwo ubolewać nad nietrwałością związków i wzdychać za dawnymi czasami, ale wystarczy policzyć, że kiedyś średnia długość życia była jednak inna. W praktyce “nieopuszczanie do śmierci” oznaczało w średniowieczu lat piętnaście - zawsze można było liczyć na wojnę, cholerę, poród, pożar itd. Jeśli ktoś dożywał wieku sędziwego - to zdążył być po drodze ze trzy razy żonaty. Instytucja swatki gwarantowała do niedawna, że państwo młodzi nie będą się specjalnie różnili statusem ekonomicznym wychowaniem, pozycją. To z kolei umożliwiało trwanie w związku, bo brakowało poważniejszych konfliktów. Dziś ta sama formuła ślubna jest poważnym wyznaniem i wyzwaniem - to perspektywa jakichś pięćdziesięciu lat! Pół wieku… a pół wieku wystarczyło na dwie wojny światowe, wynalezienie i upowszechnienie samolotu i łodzi podwodnych, stworzenie bomby atomowej, że już nie wspomnę o rewolucjach - to wszystko w ciągu pierwszej połowy minionego stulecia. Tymczasem już w trzecim roku małżeństwa, zawartego wyłącznie z “wielkiej miłości”, która stała się obowiązkowa od czasu powstania romatycznych powieści(i znów winni są pisarze!) i rozwoju filmu, w którym każdy wielki romans musi kończyć się śmiercią lub ślubem(cóż za piękna równość tych pojęć), kończą się tematy do rozmów. Sytuację ratuje telewizor i komputer. Zdarzają się jednak awarie prądu. Komputer zresztą też jest narzędziem niebezpiecznym, bo umożliwia szerokie kontakty z tymi cudownymi, pachnącymi i mądrymi ludźmi w necie, którzy w niczym nie przypominają aktualnego partnera. Wielka miłość jako jedyna przyczyna małżeństwa jest niebezpieczna - skoro raz z jej powodu się ożenił(wyszła za mąż), dlaczego nie może tego zrobić po raz drugi? Oczywiście obiekt musi się zmienić. Prędzej czy później mąż dojdzie do wniosku, że przeciwieństwem Poligamii jest Monotonia. A kto dziś jest w stanie utrzymać harem? Nawet Arabowie rzadko miewają dozwolone cztery żony. Pewnie dlatego brydż nie stał się ich sportem narodowym.
Najlepiej nie poświęcać małżeństwu całego życia. Zawrzeć je później, powiedzmy po trzydziestce, a przedtem lwią część czasu oddać sobie samemu - interesować się życiem Siuksów, astronomią, brydżem, piłką kopaną. Oboje mogą zajmować się tą samą dziedziną lub należeć do różnych kółek zainteresowań. Będą jednak mieli mniej czasu na nieporozumienia, wyrzuty, krytyczne obserwacje podczas trwania związku. Więcej na wzajemną życzliwość. A miłość? To warunek konieczny. Ale niewystarczający. Sprawdź, czy ją/jego kochasz, to znaczy czy podoba Ci się niezależnie od wymarzonego ideału, czy chcesz jej/jego, bo to po prostu on/ona, a nie jakaś Pamela A. czy Antonio B. Sprawdź jednak, czy się z nią/nim nie nudzisz? Czy nie jest wyraźnie od Ciebie głupszy? Jakie ma maniery? Czy przypadkiem nie oddychasz z ulgą, kiedy już wychodzi, bo nareszcie możesz zająć się ulubioną książką czy pójść na mecz(chociaż strasznie się cieszyłeś ze spotkania)? Czy jej słodycz nie trąci idiotyzmem, za który będziesz się wstydził w towarzystwie? Czy chcesz się budzić na moment w nocy, po to tylko, żeby upewnić się, że jest przy Tobie - i zasypiać z uśmiechem? Czy poranna kawa wspólnie pita budzi w Tobie ochotę na pocałunki? Mam jeszcze wiele pytań…ale jak w tej starej, żydowskie anegdotce - czy Ty masz jeszcze kury? Znaczy - cierpliwość? Nie? Nie dziwię się….

Wcześniej czy później musiało do tego dojść. Zamieniłam teksty. Ten, który zamierzałam umieścić w moim blogu w bloxie - wylądował tutaj, a tam zaistniał ten, który przeznaczałam do WordPressu(”Męski dreszcz rozkoszy”). Siła wyższa - nie będę zmieniać.