Archiwum dla kwiecień 25th, 2008

Egalitaryzm? Jestem “za”, a nawet “przeciw”…

kwiecień 25, 2008

Nie jestem przeciwna egalitaryzmowi płacowemu. W tej dziedzinie powinna panować sprawiedliwość, polegająca na tym, że ktoś, kto dysponuje większą wiedzą i zdolnościami - powinien być wynagradzany lepiej niż ten, kto tych walorów nie posiada. Ale lepiej - nie znaczy “niebotycznie”, lecz adekwatnie. Bożek wolnego rynku pożera własne dzieci - młodych ekonomistów, zafascynowanych i ślepo wierzących jednym teoriom i bezwzględnie odrzucających inne. Wyuczona wiedza nie pozwala im na rozumienie rzeczywistości - dziwią się, że lekarze czy nauczyciele strajkują, bo chcą mieć większe dochody. Ekonomiści zapominają, że od jakości pracy szczególnie tych grup zawodowych zależy jakość kapitału ludzkiego. Usiłują wtłoczyć wszystko w mechanizmy wolnorynkowe, tracąc z oczu uwarunkowania pozarynkowe(McCloskey przeprowadził znane badanie wśród młodych ekonomistów na Zachodzie; tylko 3% z nich zakwestionowało pogląd, że “taryfy celne i kwoty importowe redukują dobrobyt społeczeństwa”, a tymczasem nikt z wybitnych speców od ekonomii, badających problem, nie stwierdził, że np. wysokie cła w USA w XIX w. wpłynęły na oniżenie dobrobytu Amerykanów; w odpowiedziach badanych ekonomistów dominowało więc przekonanie, nie wiedza). Płace managerów w Polsce są wyższe od średniej krajowej 20-50 razy; tłumaczy się społeczeństwu, że muszą być ludzie bardzo bogaci, żeby biedniejszym żyło się lepiej, bo Ameryka, Niemcy, Japonia też tak robią. Nie mówi się tylko, że w dużych japońskich firmach(zatrudniajacych ponad 1000 osób) manager otrzymuje trzy do pięciu razy wyższą płacę od szeregowego pracownika. Szefowie Banku Światowego przyznali(M.Bruno, L.Squire, “Im większe nierówności zasobów, tym wolniejszy wzrost”, 1996): “nasze badania nie potwierdzają szeroko podzielanego poglądu, że rządy stają przed alternatywą: równość czy wzrost. Najefektywniejsza okazała się polityka, która równocześnie promuje obie te rzeczy”. Wystarczy zresztą spojrzeć na “cud gospodarczy” w wykonaniu azjatyckich tygrysów. Anglia potrzebowała na podwojenie dochodu narodowego per capita aż 58. lat, a egalitarna Korea Pd.- jedenastu(zainwestowała w edukację i zdrowie, nie w płace kadry zarządzającej, być może nieumiejętność podjęcia takich działań jest przyczyną klęski ekonomicznej krajów Ameryki Południowej). Powielamy błędy? Powtarzamy lekcję, którą przerobili inni - ale powtarzamy razem z bykami, uważając je za konieczne. Powielamy też błędy angielskiego systemu edukacyjnego, powielamy system testów, który wytresował młodych Amerykanów tak rewelacyjnie, że większość naukowców muszą oni importować spoza USA. Ale ich na to stać.

Nie jestem zwolenniczką egalitaryzmu w nauce czy kulturze. Chłam finansuje się sam. Kicz niech pozostanie w zasięgu mechanizmów wolnorynkowych. Edukacja - zgodnie z postulatem, wyrażonym w komentarzu Rojpliego - powinna dawać równe szanse. Trzeba sobie jednak zdawać sprawę z tego, że dzieci wychowane w domach, w których panuje kult wiedzy, nie życiowego cwaniactwa, którego efektem jest posiadanie “fury, skóry i komóry” - mają o wiele większe szanse na zdobycie dobrego wykształcenia. Właściwie miałyby, bo system testów skutecznie eliminuje perły, preferując przeciętniaków. Renomowane uczelnie, chcąc pozostać w gronie najlepszych, wcześniej czy później wypracują własne kryteria naboru, żeby te perły wyłowić. Albo wypadną z rankingu. Nie zamkną też wydziałów humanistycznych - nie tylko zarządzanie i bankowość, nie tylko ekonomia(z różnymi przymiotnikami), nie tylko kierunki politechniczne będą dla nich ważne. Nadal będą kształcić etnologów i politologów. Po to, żeby potem co mądrzejsi ekonomiści wpadli wreszcie na pomysł, że warto im płacić na tyle dobrze, żeby swój zawód wykonywali. Bo jest potrzebny. Dobry bibliotekarz to osoba, dzięki której ogromna część czyjejś pracy jest wykonywana szybciej i lepiej.

Kultura - nie ta masowa - nie sfinansuje się sama. Opery są dotowane. Nikomu nie przychodzi do głowy dziki pomysł(dziki, bo godny dzikusa), żeby sama się utrzymywała. Teatr eksperymentalny, film niekomercyjny, filharmonia, dobra książka - to luksusowe kochanki. Należy je utrzymywać dla rozkoszy, której nie da prostytutka. Wyrafinowania można uczyć, również konsumentów. A że konsumenci popu będą liczniejsi? Jedni wolą metresy, inni dziewczyny uliczne - i tych drugich jest znacznie więcej, sądząc z podaży. Martwi tylko bezczelność nieuków, którzy nie dość, że przechwalają się swoją niewiedzą, to jeszcze okazują pogardę tym, którzy ośmielają się mieć gust bardziej subtelny. Przeżywamy chyba kolejny najazd barbarzyńców. Czas się bronić.
Ekonomiści - zwłaszcza młodzi - sądzą, że filozofowie, teatrolodzy, literaturoznawcy, muzykolodzy itp. są niepotrzebni, mogą być więc nędznie wynagradzani, jako że nie tworzą dochodu narodowego. Otóż tworzą, drodzy mlodzi panowie w pięknych garniturach, do których końskie okulary nijak nie pasują - to oni wpływają na jakość kształcenia Polaków, to oni budują w nich poczucie piękna, kształcą dobry gust, zmuszają do myślenia i polemik. To właśnie oni budują wam lepszy kapitał ludzki(jak to określacie), a lepszy kapitał daje większy zysk. Popatrzcie czasem na całość problemów społecznych, bo ekonomia jest tylko ich częścią. “Kochani ludożercy…”