Erotyzm i pornografia
Tadeusz Boy-Żeleński sto lat temu napisał:
“Że ten język najobfitszy
W poetyczne różne kwiatki
W uczuć sferze pospolitszej
Zdradza dziwne niedostatki.(…)
To, co ziemię w raj nam zmienia,
Życia cały wdzięk stanowi,
Na to - nie ma wyrażenia,
O tym - w Polsce się nie mówi!(…)
Choć poezji święci wiosnę
Wieszczów naszych dzielna trójka,
Polskie słownictwo miłosne
Przypomina Xiędza Wujka!(…)
Ludziom trzeba tak niewiele.
By na ziemi niebo stworzyć -
Lecz wykrztusić jak: - Aniele,
Ja chcę z Tobą “cudzołożyć”!?
Jak wyszeptać do dziewczęcia:
- Chcę “pozbawić cię dziewictwa”…
Nie obawiaj się “poczęcia”,
Kpij sobie z “ja-wno-grzesz-nic-twa”!
A przodkowie potrafili jednak. Wystarczy poczytać listy Sobieskiego do Marysieńki, przez tegoż Boya opracowane i niewykastrowane przez cenzurę kościelną. Te “konfitury”, te “słodkości najmilejsze”. Cenzorzy zresztą skompromitowali się okrutnie, pozostawiając fragment, w którym Jan dziękuje ukochanej za bransoletkę uplecioną z włosów, jaką od niej otrzymał. Wzięli to za dowód romantycznej miłości, czystej i niewinnej. Bo nie doczytali, skąd rzeczone włosy pochodziły, a one z łona lubej wzięte zostały.
Jakże często pisarz czy tłumacz, by “nie obrażać moralności” i uniknąć wulgarności, używa terminów medycznych, wpadając przy tym w pułapkę śmieszności. Wyobraźmy sobie taką balladę Burnsa, opowiadającą o rzetelnym, jurnym rżnięciu, kiedy nadpoprawny translator mówi o “kopulacji” z rumieńcem zażenowania(może to stąd wzięło się włoskie “traduttore tradittore” - tłumacz zdrajcą?). Tak wyedukowane pokolenia, miast mówić pięknie i dorzecznie, pytały swoje bogdanki: “Jakże będzie, względem tego, co i owszem?”
Nie bez powodu mówię o języku, bo język uważam za narzędzie poznania. Dosłownie i w przenośni. Może służyć do poznawania smaku skóry partnera(partnerki), do pieszczot, ale też - opisując świat - stwarza go każdemu z nas. Każdemu nieco lub całkiem inny. Większość funkcjonujących w nim pojęć jest jednak podobnie rozumiana. Niewiele jest takich jak “pornografia” i “erotyzm”, tak bardzo ze sobą związanych i o tak szerokich zakresach, że każdy ustala je sobie indywidualnie. W dodatku zakres ten zmienia się wraz ze zmianą obyczajów, a te wciąż ewoluują, wbrew konserwatystom moralnym.
Trafiłam na definicję, podaną przez “Sexuologia Lexikon” z 1961r., której autorzy nie mieli wątpliwości: “Z erotyzmem mamy do czynienia, kiedy sprawy emocji seksualnych komunikowane są za pomocą sugestii, aluzji i symbolu, a kiedy seks zostaje obnażony w sposób bezpośredni, naturalistyczny i obsceniczny, wówczas mamy do czynienia z pornografią”. Wydaje mi się, że już wtedy ta definicja nieco archaiczna była. Poza tym jest obarczona poważnym błędem - zawiera element oceny. Rysunki Picassa, które z wyraźnym upodobaniem tworzył, a na których w rolach głównych występuje malarz i modelka, wg cytowanej definicji są pornografią w czystej postaci. Dziś ta słownikowa definicja sprzed niecałych pięćdziesięciu lat byłaby nie do przyjęcia dla większości z nas. Tak jak jest dla mnie nie do przyjęcia ta, którą podaje “Popularny słownik wychowania prorodzinnego i seksualnego”, chociaż jej współautorem jest ceniony przeze mnie Zbigniew Lew Starowicz: “Pornografia - teksty, rysunki, fotografie i inne formy twórczości, których świadomym i podstawowym celem jest wywołanie podniecenia seksualnego u odbiorcy”. Przyjęcie takiej definicji spowodowałoby wycięcie słynnej sceny z “Gildy”, w której Rita Hayworth zdejmuje rękawiczkę. Większość filmów należałoby na śmietnik wyrzucić, bo mnóstwo scen “niewinnych” ma widza podniecić, zresztą po to przyszedł do kina. Może “Terminator” by się ostał jeno, jak sznur, na którym należy “umoralniaczy na siłę” powiesić. Bo i w słynnym i starym “Męczeństwie Joanny d’Arc”(zrealizowanym w Hollywood) nie brak erotyzmu. Święta biustonosz nawet nosi. Nagie plecy Marlona Brando w “Tramwaju zwanym pożądaniem” nożyce cenzora powinny wyciąć bez chwili wahania.
Pornografia jest zakazana w wielu krajach, w innych jest reglamentowana. W internecie każdy może sobie pooglądać. Śmieszne są pytania, kierowane do internauty, czy na pewno ma 18 lat. Śmieszne jest to, że ponieważ umieszczam w bloxie erotyki, muszę opatrzyć swój blog zastrzeżeniem, że nieletnim go czytać nie wolno. Śmieszne, że moje “smoczki” zostały uznane przez niektórych za rysunki nieprzyzwoite i niemoralne, w myśl zasady “nie uchodzi, moja pani, nie uchodzi…” tudzież innej: “szanująca się kobieta nie powinna(tu lista niepowinności)…”, a najlepiej, żebym buzię w ciup, a ręce w małdrzyk i za matronę robiła. A ja za nikogo robić nie chcę, bom leniwa i moje nogi fatalnie wyglądają w midi(nie ma chyba gorszej długości, zakonnice powinny mieć ja nakazaną, jako totalnie aseksualną, bo suknie do kostek obiecują tajemnice ciała odkrywcom powoli poznawać, jest w nich coś kuszącego). Śmieszne, że w pokojach czatowych dorośli (bardzo dorośli, bo kilkudziesięcioletni) ludzie nie mogą sobie swobodnie porozmawiać o tym, co - nie da się ukryć - bardzo ich rajcuje, bo administratorzy ich wyrzucą - jak niesforne dziecko z piaskownicy, a niań, troszczących się o ten fragment moralności tam dostatek. Śmieszne - ale też dość obrzydliwe - jest to, że cytując Borgesa muszę pomijać “kurwę”, której użył był dosłownie i w przenośni jego bohater. Metoda nieegzekwowalnych - w praktyce - zakazów jest w ogóle śmieszna, bo nieskuteczna. Ośmiesza zresztą zarówno samą siebie jak i swoich twórców.
Smutne natomiast jest to, że wychowaniem seksualnym w szkołach zajmują się katecheci. To już nie jest śmieszne. Że zaczynają swoją pracę uświadamiającą wykonywać na podopiecznych, którzy inicjację już mają za sobą, a pigułki i prezerwatywy na nocnych stolikach nie kładą i w kieszeniach nadal nie noszą. W przeciwieństwie do papierosów czy puszki z piwem, bo te mają przy sobie niemal zawsze(to wiek próbowania, wszystkiego, zwłaszcza tego, co zabronione - i to jest naturalne, drodzy katecheci). Bzdurzenie o szkodliwości lateksu i jego negatywnym wpływie na potencję jest domeną tych “naprawiaczy dziecięcych dusz”. Mówienie nie wprost, a gadanina o “zapieczętowanej tajemnicy kobiecego łona” jest charakterystyczna dla tych, którzy wstydzą się własnego i cudzego ciała, a seks uważają za zło konieczne. Konieczne do prokreacji. Problem z mówieniem - taktownym, nie ordynarnym, ale i nie idiotycznie zawoalowanym motylimi i pszczelimi skrzydłami - o sprawach ciała i seksu jest dość powszechny. Nie tylko u nas. Kiedy Anglicy chcieli propagować w Indiach świadome rodzicielstwo, rozdawali prezerwatywy, informując, że dzięki nim dzieci się rodzić nie będą. Hindusi wzięli chętnie, ale środek nie spełnił zadania, więc zaczęto szukać przyczyn. Okazało się, że mieszkańcy “perły w koronie” położyli środek antykoncepcyjny na domowych ołtarzykach i… modlili sie doń, jak do bóstwa, które miało zapewnić im “niepoczęcie”. Bogini Pruderia zakneblowała Anglików - zabraniając zademonstrowania sposobu użycia, choćby na kiju od miotły(może to i lepiej, bo tak pouczeni mogliby rzeczywiście kije ozdobić gumkami).
Bogini Pruderia rządzi sobie w najlepsze. Wszechobecna dulszczyzna ma się w Polsce nieźle i coraz lepiej. Tyje i panoszy się. Co jakiś czas wrzeszcząc w obronie życia niechcący napoczętego i skrzętnie zamiatając pod dywan własny udział w tym akcie, choćby w postaci odcinania młodzieży od rzetelnej informacji.
Wulgarności nie cierpię. Ale dla mnie wulgarność to pospolitość. To te armie białokurteczkowych dziewczyn, klnących na czym świat stoi i tłukących się po buźkach, bo na którąś spojrzał chłopak, a nie miał prawa, bo “mój ci on, mój” i plujących pod nogi własne i przechodniów pestkami słonecznika. Soczyste przekleństwo wyrywające się z ust kogoś, kto nie zdzierżył, słuchając kolejnego popisu Pospieszalskiego(który wie, że “warto rozmawiać” publicznie ze sobą samym i swoimi zwolennikami) lub kto odczuł na własnej skórze skutki kolejnego zakalca prawnego upieczonego przez władze - nie razi mnie zupełnie. Ani powieść Rotha.
A pornografia? Moim zdaniem też jest wulgarna. Więc nie akceptuję. I wiem, że była, jest i będzie, dopóki będzie na nią popyt. Bo jest najzwyczajniej w świecie potrzebna. Różnym ludziom i z różnych powodów. Bywa nawet zalecana przez część seksuologów niektórym pacjentom. Dorosły człowiek, który ma udane życie seksualne, nie potrzebuje jej, chociaż pewnie od czasu do czasu zerknie, choćby z ciekawości. W większych dawkach jest jednak niestrawna, choćby ze względu na monotonię. Można lubić kawior, ale jedzony na śniadanie, obiad i kolację - zemdli.
Podoba mi się quasi-definicja Borowczyka: “Wszystko, co piękne, na pewno nie jest pornografią”. Podoba mi się jako bon mot. Ale rodzi pytanie o definicję piękna… Jednak jeśli przyjąć, że każdy ma swoją, to jest bardzo sensowna. Tylko co zrobić z tymi, którym podoba się Doda siedząca na grzbiecie jelenia na rykowisku?
Wiem, że tematu nie wyczerpałam. Ale najpiękniejsze akty seksualne, te strzeliste, jak modlitwa, nie wyczerpują, tylko rodzą kolejną modlitwę, prośbę o jeszcze. Nie łudzę się, że zostanę poproszona o kontynuację. Mimo to jeden z kolejnych tekstów poświęcę erotyce w filmie. Bo kto mi zabroni?
Tagi: pornografia, erotyzm, erotyka, definicja pornografii, różnica między pornografią a erotyzmem
kwiecień 19, 2008 @ 3:22 pm
“Ale rodzi pytanie o definicję piękna…”. Zrobisz mi wielką frajdę, jak zajrzysz do bardzo starej notki, jaką popełniłem w Interii w styczniu 2007 r.
http://torla.blog.interia.pl/?id=677209
Jest to moja odpowiedź na Twoje pytanie.
kwiecień 19, 2008 @ 3:27 pm
Dziękuję, Torlinie! Świetna notka! Jedna uwaga, jeśli pozwolisz. To nie Tuwim jest autorem powiedzenia, że symetria jest estetyką idiotów, aczkolwiek on je spopularyzował u nas. ;)
kwiecień 19, 2008 @ 3:28 pm
A frajdę to Ty mi zrobiłeś - podwójną. Tym, że dałeś mi ten link i tym, że zechciałeś mnie przeczytać(znaczy: masz do mnie cierpliwość;)).
kwiecień 19, 2008 @ 4:12 pm
Nikt Ci nie zabroni. Nikt nie ma takiego prawa. Bardzo ciekawy, mądry i pouczający wpis. Nie widzę w nim ani krzty nieprzyzwoitości. Jeśli pozwolisz przysiądę od czasu do czasu przy Tobie. Porozmawiamy o tych sprawach o których inni milczą
kwiecień 19, 2008 @ 4:19 pm
Matado, zapraszam :)
Znajdziesz wygodny fotel i chętnych do rozmowy. O każdej porze. Nie licz tylko na dobre rady i pewniki - tu powietrze przesycone wątpliwościami, niepokojem, ale i życzliwością. Nie ma tematów tabu. Bo wszystko jest przedmiotem poznania, przynajmniej potencjalnym :)
Możesz zabłocić dywan, jeśli pada i przyprowadzić psa. Bez kagańca, psy mnie nie gryzą. Nigdy. Dzieci warto jednak zostawić w domu - zanudzą się tutaj…
kwiecień 19, 2008 @ 4:26 pm
Do tego bloga nie trzeba mieć cierpliwości.Twoje słowa czyta się z zainteresowaniem.Także uważam, że to co piszesz jest pouczające.Proszę o kontynuację, a ponieważ mój głos niewiele znaczy,proszę innych, żeby prosili.;)
kwiecień 19, 2008 @ 4:37 pm
Paintbox, litości - nie mam najmniejszego zamiaru pouczać! Nikogo! Rozważam sobie głośno tylko. Werbalizuję myśli. Sprawdzam, czy uda mi sie kiedyś tak je zapisać, że rzeczywiście zachowam ich istotę. Miło mi, że Ci się podoba, chociaż te moje teksty długaśne. Nie umiem krócej, bo wtedy samej siebie nie rozumiem. Prosto i króciutko znaczy czasem - prostacko i pobieżnie.
Dziękuję. :)
Proszę o namiar na Twój blog, szukam go, ale nie potrafię znaleźć…
kwiecień 19, 2008 @ 5:24 pm
Już się kiedyś podpisałam pod komentarzem-paintbox2.wordpress.com.
,,Pouczanie”,może źle się wyraziłam,chodziło mi o to,że mam uczucie,że coś skorzystam z twoich przemyslen, zostawią we mnie ślad.Ostatnio wiele słów przeze mnie przelatuje,nie pozostawiając plamy,ani zapachu, a tu coś jednak pozostaje..
kwiecień 19, 2008 @ 5:25 pm
dziękuję:)
podwójnie…
kwiecień 19, 2008 @ 9:21 pm
Czytając komentarze do Twojego tekstu, odnoszę wrażenie, że plotą sobie ich autorzy, bransoletkę z Twoich włosów. Jak tak dalej pójdzie, to nieodwołalnie zostaniesz wydepilowana. Uwielbiam gładkość… nie tylko w słowach.
kwiecień 20, 2008 @ 7:42 przed południem
Wredoto, nieśmiało proszę o przeczytanie również notki, chociaż komentarze też są, oczywiście, warte uwagi ;)
A propos - zważywszy dużą, zaiste, ilość różnych uwag, porad, opinii i żartów na temat depilacji kobiet, sprawa to ważna i poważna. Polowa internautów albo już się wypowiedziała, albo jest w trakcie. A mnie ciekawi - bom ciekawska - czy któryś z panów tego zabiegu na sobie próbował? Z jakim skutkiem? I czy bolało? Nie sugeruję nikomu, że stosowną bransoletkę chciałabym posiadać, bo zdecydowanie wolę srebro. Oksydowane, kute, najlepiej unikat z galerii… sorry, rozmarzyłam się ;)
kwiecień 20, 2008 @ 1:38 pm
Dawnymi czasy,w noc poślubną, pan młody tak zwracał się do swej oblubienicy: “nie dla swawoli ani złej woli, ale dla pomnożenia ludzkiego pokolenia, użycz mi waśćka swego przyrodzenia.” Na co spłoniona oblubienica odpowiadała: “w imię Ojca i Syna, niechaj waćpan zaczyna”. Imprimatur. Nihil obstat :-)
kwiecień 20, 2008 @ 1:42 pm
No i jak Cię mam nie kochać, Antrimie? No jak? Choćby dla Twoich źródeł? Wiecznie żywych?
kwiecień 20, 2008 @ 1:43 pm
Jedno zastrzeżenie - ten drugi cytat tyczył również walki jako takiej…
kwiecień 20, 2008 @ 3:22 pm
Defendo, dla ciebie satyra “XIII Księga Pana Tadeusza” jest wulgarna ? Czy to takie sprytne balansowanie między erotyzmem a pornografią ?
kwiecień 20, 2008 @ 9:11 pm
Czytałam dawno, Alkoholu, mętnie pamiętam. Jako ciekawostkę ;)
kwiecień 22, 2008 @ 2:11 pm
Wtrącę się do tematu piękna. Moje małe rozważania na ten temat.
Tłumacz kłamcą? Zgadzam się, tylko co nam ze zgodności skoro nie jesteśmy (bynajmniej ja nie jestem) przyswoić tylu języków aby móc zaczytywać się wszystkim w ojczystym mowie.
kwiecień 22, 2008 @ 2:14 pm
Cóż za styl. Język Kalego. Idę dalej chorować.
kwiecień 24, 2008 @ 3:25 przed południem
Rozróżnienie między subtelnym pięknem erotyki a wulgarną dosłownością pornografii robi się jeszcze trudniejsze jeśli weźmiemy pod uwagę wiersze tzw. młodych, obiecujących poetów (Jerzy Czech uknuł doskonałe określenie “o’hary losu”). Jeśli katuje mnie coś takiego:
(…)
Pewnie, ścierwo, sama nie była nic lepsza.
Nie to, co ta mała, do której dziś idę.
Zapodam jej któryś z tekstów tego głąba,
Mogę iść o zakład, że po trzech lub czterech
Cała będzie mokra i rozłoży nogi.
Wierszorób, grafoman. Pieprzona zagadka.
I chuj z nim, niech mała będzie wniebowzięta.
Te nogi. Mój Boże. Chyba zwalę konia.
to właściwie wolę już obejrzeć jakiegoś taniego pornola- ten przynajmniej nie aspiruje. I nie żebym miał coś przeciwko nagości czy erotyźmie w wierszach- uwielbaim np. Brassensa. No ale… sami przyznacie.
Wspomniany wyżej wiersz (z braku lepszego określenia) popełnił p. Jakub Winiarski (uznany, publikujący twórca i krytyk sztuki). Wybrałem akurat ten wiersz tego autora, bo nie chciało mi się długo szukać. Podobnej ‘tfurczości’ jest masa. Jeśli zaś chodzi o pornografię jako taką, to też coś kiedyś o tym [URL=http://deprofundis.blox.pl/2008/03/Pornografia-i-gody.html] skrobnąłem [/URL]- chociaż bardziej z przymrużeniem oka. Wszyscy się linkują, to ja też. A co.
No proszę: pierwszy raz i od razu tak się rządzi.