Archiwum dla kwiecień 15th, 2008

Pokolenie “Zamiast”

kwiecień 15, 2008

Wcale nie chciałam o tym pisać, ale nie udało mi się ominąć tematu. Będzie o lekturach szkolnych - temacie numer jeden, dwa lub trzy wielu blogów i forów. Poczułam się jednak zmuszona, bo komentarze to jednak za mało.
Poczytałam wypowiedzi, porozmawiałam. I znów się z lekka rozzłościłam. Oliwy do ognia dodał komentarz jakiejś nieznanej mi postaci wirtualnej(nie na tym blogu), która miała mi za złe, że tego, co chcę powiedzieć, nie da się wyrazić w dwóch zdaniach pojedynczych. Da się właściwie, ale nie da się wtedy zrozumieć, o co mi chodzi. Konsumentka sms-ów nie jest w stanie strawić wypowiedzi, w której użyto argumentów. Wypowiedź w więcej niż dwóch linijkach i w dodatku pozbawiona obrazka jest dla niej niestrawna. Dodam, że blog, na którym otrzymałam reprymendę, nie jest własnością samozwańczej strażniczki miejsca na komentarze.
Pomyślałam, że to żałosny efekt zmian w szkolnictwie - konkretnie “rewolucji egzaminacyjnej”. Tresura zaczyna się w starszych klasach szkoły podstawowej, kontynuuje się ją w gimnazjum, apogeum osiąga w szkołach średnich. Idealny jej wytwór potrafi bezbłędnie rozwiązać testy, przy obowiązkowo wyłączonym mózgu. To urządzenie bowiem generuje czasem oryginalne pomysły i nietypowe rozwiązania, które grożą takiegoż testu niezaliczeniem. Klucz odpowiedzi, którym m u s i się posługiwać egzaminator, precyzuje, ile i za co. I choćby polonistę zafascynowało oryginalne spojrzenie maturzysty na postać literacką, problem, choćby podziwiał bogactwo jego języka - jest zmuszony uciąć mu punkty, bo…(i tu następuje katalog, e-numeratywny). Bodaj temu, kto testy uznał za jedyny probierz kompetencji, ucięło.. nie punkty, a jakieś ważne dla życia organy. Głównie te, których używanie sprawia przyjemność. I oby leczył go psychiatra szkolony metodą testów(najlepiej po kursie dwutygodniowym, bo skoro można po takim odpowiadać za bezpieczeństwo państwa, to cóż dopiero za zdrowie psychiczne jednego czy kilkudziesięciu jego obywateli?). I pal licho maturę - bo dziś każdy tresowany matoł ją zda, gorzej, że jej wyniki decydują o przyjęciu na studia. Na najlepsze uczelnie i najlepsze ich kierunki przyjmuje się tych z najwyższym wynikiem - ergo - wzorcowo wytresowanych. Jacyż z nich będą studenci? Przeczytanie i zrozumienie tekstu o koncepcji duszy wg Platona i Arystotelesa grubo przerasta ich możliwości, a zaliczenie kolokwium, kiedy trzeba w ciągu 15 minut udowodnić, że pojęło się, o co chodzi, staje się wyczynem na miarę wdrapania się na Annapurnę. Zimą. Bo s i ę nie pojęło. A kolokwium to nie test. Mądry wykładowca rzadko stosuje tę formę sprawdzenia wiedzy studenta. Bo ona niczego nie sprawdza.
Licealista postuluje w swoim blogu czytanie niemal wszystkiego we fragmentach, bo “nie ma czasu”. Podaje swoje fascynacje literackie z gimnazjum - są “Chłopcy z placu broni”, jest “Quo vadis”, “Krzyżacy”, nawet “Tajemniczy ogród”. Zrozumiałe - przynajmniej dla mnie - chłopak szuka podświadomie wzorców rycerskich. Jestem w stanie przyjąć do wiadomości nawet to, że akurat w Sienkiewiczu ich szuka, chociaż - wg mnie - to literatura lotu niskiego i koszącego, Mniszkówna miała na kim się uczyć. Ale niech mu będzie. Diabli mnie jednak wzięli, kiedy napisał, że bardzo mu się fragmenty “Świata Zofii” spodobały. I tu nastąpił apel do “kogoś”, żeby wyabstrahował zestaw najlepszych… Piekło i szatani! Podobało mu się! Te fragmenty! Czemuż, do cholery, nie przeczytał całości? Bo nie kazali. Książki nikt mu z garści nie wydarł. Nie zamazał tuszem niepoleconych rozdziałów. Wystarczyło nakazać czytać “kawałki”, żeby młody człowiek posłusznie ominął pozostałe. Chociaż mu się podobało. I istnieje w świętym przekonaniu, że każdą książkę można pochlastać - a on po “kawałkach” pozna całość. Można dzieciakom śmiało zalecić “Kochanka lady Chatterley” zabraniając czytać erotyczne sceny - i wyjść z pokoju - na pewno ocząt nie skalają widokiem lady Jane w sypialni - niemałżeńskiej. Ksiądz Piramowicz byłby dumny z takich wychowanków. Radził wszak kartki sklejać, zanim panienkom “Rodzinę Połanieckich” czytać się zezwoli. A tu proszę - i bez kleju można. Czysta oszczędność.
Wszystko we fragmentach, w pośpiechu, ćwiczone do mechanicznego rozwiązywania testu(problemu), zero refleksji, żadnego namysłu. Pokawałkowana wiedza, sfragmentaryzowany mózg. Nie szukać odpowiedzi na własną rękę, bo nie daj Boże, nie będzie poprawna, a czasu szkoda; otoczyć kultem “gotowce”. Wszystko “zamiast” - film zamiast książki, zabawka zamiast rodziców, dyscyplina zamiast norm, pieniądze zamiast szczęścia, seks zamiast miłości. Nasza edukacja zmierza do wychowania pokolenia “ZAMIAST”. Nie, nie do wychowania - do wyprodukowania.
Szkoła też “pokawałkowana” - kiedyś przedmiotów takich jak historia, biologia czy fizyka uczono w podstawówce - historii przez lat pięć, biologii chyba tyleż, fizyki - trzy. Poszerzano wiedzę w szkole średniej - cztery lub trzy lata. I uczeń musiał czegoś się nauczyć, bo uniknąć się nie dało. Dziś liże - fizykę w elementach(podstawówka), jęzor nieco głębiej,ale za to rzadziej niż dawniej, bo mało godzin(gimnazjum), ciut w średniej - i polizał. W jamie gębowej absmak lub apetyt, ale rozpoznać smak trudno. Jeszcze trudniej rozsmakować się.

Tak na marginesie - ciekawa jestem ,dlaczego poloniści nie biją na alarm z całkiem innego powodu - gramatyki nie uczy żadna szkoła. Z gimnazjum wyleciało to, co dawniej obowiązywało w podstawówce. A bez znajomości budowy zdań złożonych n i e da się poprawnie stosować znaków interpunkcyjnych. NIE DA SIĘ! Żadna intuicja nic nie pomoże. Intuicja nie podpowie, że wtrącenie trzeba wydzielić takim samym znakiem z obu jego stron. Jeśli myślnik - to na początku i na końcu, przecinek takoż. Nie wspomnę już o nieszczęsnych imiesłowach. “Idąc ulicą, łopotała jej sukienka” - i tak SE szła, aż poszła w las, jak nauka.
Jeśli ktoś ma mi za złe długość noty - niech nie czyta. I niech diabli porwą analfabetów tresowanych do czytania tekstu mieszczącego się na ekraniku komórki! Dla nich tylko erzace, dla nas - ekskluzywne oryginały.