Archiwum dla kwiecień 7th, 2008

“Nie da się ukryć - chamiejemy”

kwiecień 7, 2008

Tytuł jest cytatem z artykułu w dzisiejszej “Wyborczej”. “Nie da się ukryć, że chamiejemy” - twierdzi prof. Kazimierz Krzysztofek. A ma podstawy, żeby tak mniemać. Badania CBOS wykazały, że 70% dorosłych Polaków wcale nie uczestniczy w wydarzeniach kulturalnych. Żadnych. Okazjonalne, choćby niewielkie zainteresowanie nimi przejawia 27% rodaków, a zaledwie 2% jest “zdecydowanie zainteresowanych”. Cóż, elity muszą być nieliczne, to wynika z definicji, ale nie przypuszczałam, że aż tak. Książki czyta nieco ponad 37% Polaków(spadek od 2004r. o 15%), na koncerty chodzi 10%(trzy lata temu ponad 22%), na wystawy - 5%(oglądało je 15%), w teatrze bywa blisko 7%(a jeszcze niedawno - 15%).
Krótko, byle jak i jaskrawo - tak najlepiej. W każdej dziedzinie - od miłości po informację. Nawet patrzeć nie umiemy - rzucamy tylko okiem. Blogi z nagimi kobietami, najlepiej celebrity(znanymi wyłącznie z tego, że są znane) biją rekordy popularności. Odsłony trwają tam jednak króciutko - sekundę, dwie. Już w szkole dzieci uczą się “fragmentaryczności” - poznają fragmenty “Chłopów”(jak zatem mają zobaczyć w Jagnie personifikację seksualnej siły natury? jak pojąć ludowe poczucie sprawiedliwości, które każe jej akceptować karę wywiezienia ze wsi na furze gnoju?), fragmenty “Trylogii” Sienkiewicza, “Iliady” itd. Wszystko pokawałkowane, bez czasu do namysłu, bez refleksji. System testów zniszczył skutecznie systematyczność wiedzy. Absolwent szkoły średniej “ogólnie wykształcony” jest szczególnym laikiem. Nie ma bladego pojęcia - nieszczęśnik tresowany do rozwiązywania testów maturalnych - o chronologii epok literackich, nazwisko Rabelais nie kojarzy mu się z niczym, sokół z “Dekameronu” to po prostu taki ptak, pojęcia nie ma o gatunkach i rodzajach literackich, historia to dla niego wielki zbiór faktów i dat, nikomu niepotrzebnych. O całkach nie ma zielonego pojęcia. Idiotyczna reforma, skracająca pobyt w LO(celowo mówię “pobyt”, bo z nauką nie ma to nic wspólnego) do trzech lat zniszczyła dobry system kształcenia. Naprawdę jeden z lepszych w świecie. Jedyny zysk to lepsze opanowanie języków obcych. Ale do tego nie trzeba było budować gimnazjów.
Historii jeszcze niedawno uczono od czwartej klasy szkoły podstawowej i przez pięć lat podstawówki sztubak zyskiwał naprawdę sporo wiedzy. W szkole średniej rozszerzał ją w ciągu następnych czterech lat. Nie musiał jej kochać, ale nie dało się uniknąć pewnej porcji wiadomości. Tak jak nie dało się nie wiedzieć, że po paleozoiku nastąpił mezozoik, a polskie góry powstały w wyniku fałdowań kaledońskich czy alpejskich. Wskazanie na mapie Wenezueli nie było wyczynem godnym wykształciucha, tylko normą, zdziwienie budził ten, kto tego nie umiał. Dziś studenci politologii boją się kolokwium, na którym na “ślepej mapie” mają wpisać nazwy państw azjatyckich. A znalezienie na mapie Polski Lublina jest poważnym problemem dla maturzysty z Poznania. Pozbawcie swoje dziecko dostępu do internetu, a nie będzie umiało znaleźć żadnej informacji, już nie potrafi szukać - zresztą dorośli też opierają się o “Wikipedię” traktując ją jak alfę i omegę, a tam roi się od błędów.
Sprawdźcie, jak piszą Wasze dzieci. Czy umieją sformułować tekst dłuższy niż kilka zdań. Zobaczcie, z jakimi trudnościami boryka się ten, kto ma napisać licencjat, śmiertelnie przerażony, że musi spelnić wymóg oddania minimum kilkunastu stron napisanych samodzielnie. Kretyńskie testy zniszczyły tych, którzy myślą samodzielnie, są utalentowani literacko, mają coś do powiedzenia. Kto czyta wpisy w blogach, które zawierają więcej niż jedno-dwa zdania? I to najlepiej pojedyncze, bo rozumienie zdań złożonych wymaga już pewnego wysiłku, a na to stać nielicznych. Niedawno czytałam świetną notę w blogu Torlina, poswięconą Steinhausowi - na końcu autor przepraszał(!) za zbyt długi wpis. A niech szlag trafi analfabetów i czytelników pisma obrazkowego! Elity czytają! I to z radością. Co z tego, że najlepsze blogi nigdy nie wejdą na najwyższe pozycje w rankingu? Ja będę je czytać. Nie “odsłaniać” dla obrazka, c z y t a ć. I zastanawiać się nad treścią. Nie będę czytać tych, których autorzy wklejają obrazki z sieci, bo umiem je sama znaleźć, chyba że obrazek naprawdę ilustruje myśl autora. Nie będę czytać opisów emocji dorastającej panienki w wieku balzakowskim(mentalnej dziewicy, nie dziewczątka!). Nie będę czytać kolejnych ataków personalnych na wirtualnych znajomych i blogów, których główną, a często jedyną treścią jest gadanie o cudzych blogach. Co innego nawiązanie do tego, o czym pisze ktoś inny - to już polemika lub podanie źródła inspiracji. I mam w nosie “odkrywcze” marudzenie o naszyjnikach scytyjskich czy historii koła - wolę poczytać Cerama czy Kosidowskiego. Ale jeśli ktoś z pasją napisze o tym, że wynalazek strzemienia zmienił dzieje Europy - poczytam z przyjemnością. I że nasza “małpa” w adresie mailowym jest dla Rosjan “pieskiem”.
Do teatru, opery i na wernisaże będę chodzić. Bo mam taką luksusową potrzebę. I niech mi panowie socjologowie nie trują, że takie potrzeby pojawiają się dopiero u ludzi o dochodach powyżej 8,5 tys. zł. miesięcznie, bo to bzdura. I niech mi zwyczajne chamy nie zarzucają snobizmu. Ani tego, że dbam o urodę słowa, że metafor używam wyszukanych. Używam, bo szanuję czytelnika. Nie traktuję go jak przymuła, zdolnego jedynie do odcyfrowywania sms-ów.
A pozostałym mogę tylko powiedzieć: casse toi, pauvre con…

Nota bene - zabrałam kiedyś ze trzy razy nieco młodszego ode mnie syna znajomych do filharmonii, był wtedy w górnych klasach podstawówki i dolnych technikum.Jechał pod przymusem ujadając wielce i twierdząc, że wolałby koncert rockowy. Po kilku latach spotkałam przystojnego faceta w smokingu - w tejże filharmonii; Marcin zaczął tam bywać z wlasnej woli. Gra rocka, czasem zabiera mnie na koncerty i do klubów. Nochżeż można, cholera!