To nie nowy wpis
kwiecień 2, 2008…tylko uwaga techniczna. Dałam się sprowokować, ale mam pełną tego świadomość. Mam dość tego, że niektórzy próbują mnie w sieci “przedstawiać’ i “przestawiać”. Jako:
- matronę(poczekam z tym do czasu , aż utyje i zgłupieję na tyle, żeby poczuć się wyrocznią i zacząć umoralniać)
- wulgarne babsko(podszywanie sie pod moje tlenowe nicki i ordynarne posty na na forach)
- zramolałą półidiotkę(”starszą panią” zostanę kiedyś z przyjemnością, ale raczej nie zasłużę sobie na miano “sympatycznej”)
- starą pannę omszałą i zmurszałą jak pień
- przemądrzałą, samotną jędzę
- typowy przykład kogoś pozbawionego poczucia humoru(”nie zauważyli” wpisów w kategorii “życie bywa zabawne”, bo im nie pasowały do wizerunku tworzonego na użytek podskoków w rankingu; podskoki często bywają mylone z przedagonalnymi drgawkami, a uśmiech zawistnych kobiet to raczej trissmus niż grymas zwiastujący życzliwą radość)
- samotną, niedopieszczoną i złaknioną byle kogo(zapewniam, że trudno mnie zdobyć, ale to nie znaczy, że nie bywam kochana)
- mają na mnie jeszcze ze sześć innych pomysłów.
W związku z tym, że za daleko zaszły te dziwaczne próby zabawy moim kosztem - publikuję w moim drugim blogu szkic mojego wizerunku. Odsłaniam twarz i nie tylko twarz. Nie zgadzam się ze stwierdzeniem: “jesteś taka, jaką Cię widzą inni i tylko taka”, bo podobne mniemanie wpędziłoby mnie w schizę. Nie stracę poczucia autotożsamości, bo wiem, czym to grozi. Nie chcę pseudoreklamy, która zwiększy statystyki mojego blogu - nie zależy mi na liczbie odsłon czy kliknięć, ale bardzo zależy mi na moich Czytelnikach. Wcale nie uważam, że ilość równoważy jakość, chyba że u ryb, gdzie masa ikry umożliwia przetrwanie gatunku. Nie jestem piękna i młodziutka ani stara i brzydka. Jestem zwyczajna. I tyle.
Pokazuję język tym, którym wydaje się, że mnie dobrze znają, chociaż nigdy nie spotkali mnie realnie. Tym, którzy sądzą, że umieją czytać ze zrozumieniem, a robią to tylko po to, żeby pozbawić moje frazy kontekstu i wydziwiać nad ich nieczytelnością. Tym, których drażni to, że lubię metafory, że czytam nie tylko blogi i program TV, że korzystam z wiedzy, przetwarzając ją i uzupełniając. Tym, którzy chcieliby mnie widzieć nobliwą i bez skazy, bo mi rzekomo “nie wypada” żartować i pisywać erotyków. Tym, którzy próbują mi implantować swój własny, jedynie słuszny system wartości, zaczynając wypowiedź od: “szanująca się kobieta nie powinna…”. Kiczowielbicielom. Tym, którzy zdystansowali sie tak bardzo do netu(i zapewne realu), że są zimni jak pięty nieboszczyka, a jedyne uczucia, jakie czasem nimi miotną to złość i nienawiść. Niewyraźnym - którzy wolą nie zajmować stanowiska, bo - nie daj Boże - ktoś się oburzy, a oni wolą się nie narażać. Tym, którym mózgi sfosylizowały sie dawno i przybrały kształt kryształowych, niezłomnych zasad, których zbiór zatytułowali “wiem swoje”. Słodziusienieczkim i bezmyśłnym motyluniom, bezmyślnym do bólu trzewi własnych i słuchacza.
Dziękuję tym, którzy chcą rozumieć, potrafią się uśmiechać, nie zgadzają sie ze mną, ale umieją powiedzieć, dlaczego. Tym, którzy podejmują dyskusję, którzy chcą mi coś powiedzieć. Tym, którzy oddzielają mój pogląd ode mnie samej - i walczą tylko z nim. Tym, którzy udzielają mi pomocy niepierwszej i pierwszej. Tym, którzy przychodzą w odwiedziny, bo wiedzą, że czeka tu na nich wygodny fotel. Nawet jeśli mają ochotę tylko pomilczeć.